Lubię sushi, ale nie uważam się za zapalonego sushi-żercę. To co widzicie poniżej, jest moim pierwszym w życiu, własnoręcznie wykonanym sushi. :D Może nazwa jest niezbyt adekwatna i bardziej pasowałoby kashi? Jakby tego nie nazwać, muszę stwierdzić, że jest to przepyszna profanacja najpopularniejszego japońskiego dania, mimo iż w moim wykonaniu wygląda nieco koślawie. ;)
Inspiracją do wykonania tego cuda był dla mnie blog smakoterapia, którego gorąco polecam.



